piątek, 2 października 2015

Wyzwolenie Zaolzia 1938

Polsko-czechosłowacki spór o Śląsk Cieszyński z lat 1919-1920 zakończony wymuszonym ustępstwem Warszawy pozostawił zadrę we wzajemnych, i tak nie łatwych, stosunkach. Rosnący ekspansjonizm III Rzeszy i bieg wydarzeń roku 1938 skłoniły rząd RP do odważniejszych kroków. Po zakończeniu I wojny światowej, tworzące się państwa polskie i czechosłowackie poróżniły się co do przynależności Śląska Cieszyńskiego. W konsekwencji polsko-czeskiego konfliktu granicznego z lat 1919-20, wojny Polski z bolszewikami i wykorzystaniu tej okoliczności przez Czechów oraz ich propagandy Zaolzie zostało przyznane na konferencji w Spa Czechosłowacji. W latach międzywojennych Polacy na Zaolziu byli szykanowani i prześladowani. Prowadzono wobec nich politykę asymilacyjną. 18 lat później sytuacja międzynarodowa zmieniła się niekorzystnie dla rządu w Pradze.

po zakończeniu I wojny światowej, tworzące się państwa polskie i czechosłowackie poróżniły się co do przynależności Śląska Cieszyńskiego. Na początku 1919 roku Czechosłowacja, wbrew wcześniejszym ustaleniom z rządem polskim, zbrojnie wkroczyła w granice II Rzeczpospolitej. Śląsk Cieszyński, pod naciskiem państw Ententy, został sztucznie rozgraniczony.

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-2-pazdziernika-1938-r-wojsko-polskie-wkracza-na-zaolzie,nId,1895841#.wykop.plutm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

30 września 1938 roku, a więc w dniu, kiedy suwerenne władze państwa czechosłowackiego przystały na warunki określone w Monachium, rząd polski wystosował ultimatum w sprawie zwrotu zagrabionego 18 lat wcześniej Zaolzia, które strona czechosłowacka przyjęła dzień później. Należy podkreślić, że jeszcze przed wystosowaniem polskiego ultimatum prezydent Edward Beneš skierował na ręce prezydenta Ignacego Mościckiego pismo (datowane na 22 września 1938 roku), w którym proponował „usunięcie przeszkód z wielu minionych lat" poprzez „przyjęcie rektyfikacji granicy".  W efekcie jesienią 1938 roku zamieszkałe w przytłaczającej większości przez ludność polską ziemie za Olzą wróciły bezkrwawo do macierzy.

1 października 1938 r. Samodzielna Grupa Operacyjna Śląsk wkroczyła na Śląsk Zaolziański.  Marszałek Rydz-Śmigły w rozkazie do żołnierzy z grupy gen. Bortnowskiego powiedział: "Za chwilę przekroczycie Olzę, skazaną na upokarzającą służbę rzeki, oznaczającej granicę, nie istniejącą ani w sercach tych, co oba jej brzegi zamieszkują, ani w sercach całego narodu polskiego". Masz oddziałów postępował wolno wobec dużej liczby Polaków okazujących sympatię przybyłym oddziałom Wojska Polskiego oraz na skutek urządzonych w Trzyńcu i Jabłonkowie defilad.  


W poniedziałek 3 października, przejęto kolejne obszary na południe od Cieszyna – Ropica, na zachód Trznowice – Cierlicko, Olbrachtowie oraz teren rzeki Sonaski.5 października zostały zajęte tereny Trzyńca i Jabłonkowa. Jak i we wcześniejszych zajmowanych terenach, tutejsza ludność z niecierpliwością oczekiwała nadejścia rodzimego wojska. W bardzo wielu miejscach powstały bramy triumfalne zawierające liczne hasła patriotyczne. Wojsko polskie rozproszono na dwie kolumny wkroczyły o godzinie 12.00.Dotychczasowe przejmowanie ziem Śląska Zaolziańskiego przerodziło się w wielką manifestację na cześć wybawcy, czyli Wojska Polskiego. Defilady z Trzyńca i Jabłonkowa były serią wielkich i wzruszających uroczystości. Wreszcie po długich oczekiwaniach przyszedł czas na zajęcie Frysztatu. Miasto od kilku dni czekało na swoją kolej i wspaniale przygotowało się do tego jakże ważnego wydarzenia. Ulice były udekorowane licznymi sztandarami, przygotowano także bramę triumfalną z napisem: „Z wami złączeni za zawsze”. W Karwinie wraz w wybiciem godziny 10.00 rozpoczęły się gwizdy syren ze wszystkich fabryk i kopalni. Generała Bortnowskiego w imieniu całego miasta powitał burmistrz Kobiela. Z jego ust ludność zgromadzona usłyszała : „ Karwina nie ustawała w ciężkiej walce o zachowanie języka i ducha polskiego. Twardy górnik karwiński i nieugięty robotnik wytrwali, choć ich za to pozbawiono chleba. Dziś nasze najśmielsze marzenia ziściły się”

   
  W Składzie Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Śląsk", która wkroczyła na Zaolzie weszły m.in  21 Bielska Dywizja piechoty Górskiej, 23 Górnośląska Dywizja Piechoty, 4 Toruńska Dywizja Piechoty,  Wielkopolska Brygada Kawalerii, 10 Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej, Górnośląska Brygada Obrony Narodowej, Śląsko-Cieszyńska Półbrygada Obrony Narodowej. W skład lotnictwa Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Śląsk", która wkroczyła na Zaolzie weszły m.in pięć eskadr myśliwskich (111, 112, 121 i 131 Eskadra Myśliwska), dwie eskadry lekkich bombowców (21 i 22 Eskadra Liniowa), jedna eskadra rozpoznawcza oraz pięć plutonów towarzyszących. Które stacjonowały na lotnisku szkoły pilotów w Aleksandrowicach koło Bielska. Nie wolno nam było przekraczać granicy. Kiedy czeskie wojska wycofywały się z Zaolzia, nasi piloci potrafili rozpędzić z powietrza maszerujących drogą czeskich wojaków.
 Na zdjęciu legendarna 111 Eskadra na lotnisku w Bielsku, w Październiku 1938 roku podczas zajmowania Zaolzia.


 Na zdjęciu piloci z 111 i 112 eskadry myśliwskiej na lotnisku w Bielsku podczas zajmowania Zaolzia.


Na zdjęciu samoloty PZL.23 "Karaś"  zgrupowane na lotnisku Bielsko Aleksandrowice podczas operacji zaolziańskiej w październiku 1938r.

Przejmowanie zachodniej części Śląska Cieszyńskiego dokonało się w sposób świetnie zorganizowany oraz jednocześnie bezkrwawy i pokojowy. Czesi nigdzie nie stawiali oporu. Jedyną ofiarą śmiertelną wydarzeń w 1938 roku był podharcmistrz Witold Reger. W ciągu następnych kilku dni Samodzielna Grupa Operacyjna (SGO) „Śląsk” zajęła Zaolzie. Wkroczenie jednostek Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Śląsk” na Zaolzie wywołało ogromny entuzjazm wśród Polaków na zajmowanym terytorium, jak i w całym kraju. Społeczeństwo polskie witało Zaolzie ze wzruszeniem i burzliwą radością, W Cieszynie odbył się uroczysty pochód zwycięstwa. Czołgi i artyleria jechały po dywanach kwiatów rozsypanych przez dzieci i byli serdecznie witani przez tłum ludzi. Kobiety objęły za szyję żołnierzy i przy dźwiękach Warszawianki wywracano kamienie graniczne. 


W dniu 12 października 1938 roku na Zaolzie przyjechał marszałek Rydz-Śmigły. Uroczyste powitanie zorganizowano na moście na Olzie w Cieszynie. Marszałek jechał otwartym samochodem, witany oklaskami i obrzucany kwiatami przez licznie zgromadzonych mieszkańców. Przy moście ustawiono bramę triumfalną z napisem : „Ziemia Piastowska wita Oswobodziciela”. W trakcie wizyty Generalny Inspektor Sił Zbrojnych odwiedził hutę trzyniecką, Bystrzycę, Jabłonków, Rychwałd i Bogumin.

 Na zdjęciu wspólne zdjęcie żołnierzy polskich i czeskich w czasie przekazania Zaolzia.

     Obecna polska historiografia zdecydowanie potępia odzyskanie przez Polskę Zaolzia w 1938 r., które było następstwem porozumień konferencji monachijskiej. Biorąc pod uwagę całą historię Śląska Cieszyńskiego w latach 1918-1938 roku nadużyciem jest traktowanie polskiej operacji w październiku 1938 roku jako zdradzieckiego najazdu na bezbronną Czechosłowację. Polska bowiem odzyskała obszary, zamieszkane przez zdecydowaną większość ludności polskiej, zabrane jej podstępnie przez Pragę w 1919 roku. Czesi wciąż mają do nas pretensje o to, że odzyskaliśmy w 1938 r. tereny, do których niesłusznie rościli sobie prawo. To oni rozpoczęli zbrojny konflikt i dopuszczali się zbrodni wojennych.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Zamach bombowy na tarnowskim dworcu kolejowym w 1939 roku

Ostatnie dni pokoju bynajmniej nie były spokojne. Narastający kryzys międzynarodowy, mobilizacja czy przygotowania cywilów były stałym elementem polskiej rzeczywistości. Od wielu dni prasa donosiła też o incydentach granicznych, a po tym, co zdarzyło się w Tarnowie, napięcie wzrastało jeszcze bardziej. 

   28 sierpnia 1939 r. późnym wieczorem na dworcu kolejowym w Tarnowie doszło do zamachu bombowego, w wyniku którego zginęło 20 osób, a 35 zostało rannych. Zamachowcem okazał się Antoni Guzy, członek niemieckiej mniejszości narodowej z Bielska. Anton Guzy, główny sprawca zamachu, był synem polsko-niemieckiego małżeństwa zamieszkującego Bielsko – jego ojciec-Polak zginął w czasie I wojny światowej, zaś matka wychowała go w poczuciu przynależności do narodu niemieckiego. Z zawodu był ślusarzem, jednak w końcu 1938 r. został zwolniony w pracy. Nawiązał wówczas kontakt z Gewerkschaft Deustcher Arbeiter – niemiecką organizacją pośredniczącą w znalezieniu pracy w Rzeszy.

 Budynek dworca po wybuchu bomby 28 sierpień 1939 rok
wtedy zaczął spotykać się z członkami tej organizacji i zapewne wówczas został wytypowany jako przyszły zamachowiec. W Bielsku miał przypadkowo spotkać mężczyznę o nazwisku Obenau. - See more at: http://www.it.tarnow.pl/index.php/pol/Atrakcje/TARNOW/Ciekawostki/Taka-jest-historia/Zamach-bombowy-na-tarnowskim-dworcu-kolejowym#sthash.KSvqq7KU.dpuf

    Prawdopodobnie dzięki niej trafił na Zoltana Obenau, z którym nawiązał kontakt i udał się przez zieloną granicę na Słowację. Obenau zaproponował Guzie współpracę w szukaniu ludzi wartych przeprowadzenia na drugą stronę granicy na przeszkolenie. Następnie przyszły zamachowiec trafił do swojego znajomego Jakuba Hesslera z Czermina pod Mielcem, również wtajemniczonego w tę sprawę. Brat Hesslera Heinrich był dowódcą grupy dywersyjnej zorganizowanej przez Abwehrę, przygotowującej zamachy w powiecie tarnowskim. Celem miał być tutaj dworzec kolejowy (stanowiący ważny węzeł komunikacyjny w regionie) a także przepustnica wodna między Tarnowem a Dębicą. Do dyspozycji siedmiosobowej grupy Hesslera miało być siedem pistoletów oraz 40 kg materiałów wybuchowych. Między 17 a 19 sierpnia Guza podróżował do Lwowa, gdzie miał wziąć udział w planowanym zamachu, jednak z powodu kłopotów organizacyjnych do realizacji planów nie doszło. 25 sierpnia Hessler został powołany do wojska, co sparaliżowało jego grupę. Guzego przekazano pod rozkazy Karla Neumanna ze Skoczowa, dowódcy innego oddziału dywersyjnego, mającego pierwotnie działać w rejonie Bochni. Tego samego dnia wieczorem wrocławska radiostacja nadała nadzwyczajną audycję z hasłem: Pan dr Funk powinien iść do pracy.



   28 sierpnia przed południem Guzy spotkał się z Neumannem w Bielsku, skąd pojechali do Krakowa. Tam po wizycie w restauracji, przywódca grupy kupił ślusarzowi bilet do Tarnowa i wręczył walizki z przygotowanymi w środku bombami. Ten jednak nie zdążył na pociąg, musiał więc skorzystać z taksówki, którą dojechał do celu. Walizki zostawił w przechowalni bagażu, kupił bilet na pociąg do Krakowa (słynną Lux-torpedę), zjadł coś, przespacerował się po plantach dworcowych, zniszczył kwit bagażowy i wrócił na dworzec. Jego pociąg odjechać miał niedługo po 23:00, o północy miał spotkać się z Neumannem w Krakowie. Początkowo stał niedaleko poczekalni trzeciej klasy, później udał się na peron. Bomba ulokowana w przechowalni bagażu wybuchła o godz. 23:17.


  W wyniku wybuchu bomb zniszczeniu uległa 1/3 budynku dworca od strony zachodniej. Eksplozja zdewastowała m.in. posterunek policji i restaurację oraz doprowadziła do zawalenia się stropu i części ścian nośnych. Trudno ustalić liczbę ofiar ataku. Meldunek policyjny z 29 sierpnia mówił o 14 zabitych i 38 rannych (w tym 15 ciężko), w aktach sądowych pojawiła się liczba 22 zabitych, zaś ówczesna prasa wspominała o 35 ofiarach śmiertelnych. Liczba ofiar byłaby znacznie większa gdyby na peron wjechał opóźniony o osiem minut pociąg z Krakowa. Kilka minut przed zamachem z dworca odjechał również wojskowy transport z wieloma żołnierzami. 
    Nerwowe zachowanie Guzego na peronie kolejowym zostało zauważone przez policjantów. Po eksplozji został on aresztowany, a następnie przesłuchany. W czasie śledztwa przyznał on, że za tym aktem terrorystycznym stała grupa kolonistów z bielskiego i mieleckiego. Byli to ludzie przeszkoleni w Niemczech, zaopatrzeni przez hitlerowców w materiały wybuchowe. Guzy miał świadomość, że uczestniczy w akcjach dywersyjnych w Polsce polegających na podkładaniu bomb. Jak zeznawał, wcześniej był już we Lwowie, gdzie także miał odebrać walizy z materiałami wybuchowymi, te jednak nie dotarły na miejsce. „Nie było mowy o jakimkolwiek wynagrodzeniu za to, co robiłem (...) czynu przystępnego jakiego dokonałem dopuściłem się dlatego, że czuje się Niemcem” - zeznał po aresztowaniu.
    1 września podjęto decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu, niedługo potem aresztowano i przesłuchano także Jakuba Hesslera. Po rozpoczęciu wojny został wywieziony wraz z innymi aresztantami z Tarnowa na wschód i ślad po nim zaginął. Według  śledztwa niemieckiego, o którego wyniku poinformowano w maju 1941 r. Centralę ds. Grobów Pomordowanych Volksdeutschów, został on rozstrzelany wraz z kilkoma innymi polskimi Niemcami w okolicach Baranowa Sandomierskiego i tam też pochowany.
    Zamach bombowy w Tarnowie miał cel psychologiczny, sterroryzowania ludności cywilnej i mobilizowanych żołnierzy udających się pociągami do swoich jednostek. Atak miał zadziałać psychologicznie na ludność na bardzo głębokim zapleczu. Zamach był szokiem dla mieszkańców Polski. Wzmagał on strach przed niemiecką „piątą kolumną” i w jasny sposób pokazywał, że wojna zacznie się już niedługo.
Zamachowiec został zatrzymany zaraz po eksplozji. Wszystko wskazuje na to, że nie wiedział, na którą godzinę nastawiona jest bomba zegarowa. - Nastąpił wybuch na dworcu po czym zaraz zaczęliśmy uciekać na koniec peronu - zeznał podczas przesłuchania, którego obszerne fragmenty można przeczytać na tarnow.pl. Zapraszamy do poznania wydarzenia, które przez wielu historyków określane jest jednym zdaniem "Wojna zaczęła się w Tarnowie".

taka_h_14a
28 sierpnia 1939 roku. Z Tarnowa wyjechały pociągi z ostatnimi zmobilizowanymi jednostkami wojskowymi, kilka godzin poźniej doszło do tragedii. O godzinie 23:18 - na dworcu kolejowym w przechowalnii bagaży nastąpił wybuch bomby zegarowej. Pod gruzami zniszczonego dworca zginęło 20 osób przebywających w poczekalni bądź restauracji trzeciej klasy, a 35 zostało rannych. Straty w ludziach byłyby z pewnością większe, gdyby wybuch nastąpił podczas postoju na stacji transportu wojskowego, lub bezpośrednio po przyjeździe pociągu ze stacji Kraków. Ośmiominutowe opóźnienie tego pociągu niewątpliwie uchroniło wielu pasażerów od obrażeń, jakich doznaliby kierując się do wyjścia koło przechowalni bagaży.

taka_h_14b
Jak się okazało w czasie śledztwa i przesłuchań zatrzymanego wówczas Antoniego Guzego zamieszkałego w Bielsku, tego aktu terrorystycznego dokonała grupa kolonistów z bielskiego i mieleckiego. Byli to ludzie przeszkoleni w Niemczech i zaopatrzeni w materiały wybuchowe. Guzy sam przyjechał do Tarnowa i to on zostawił dwie walizki wypełnione materiałem wybuchowym. 1 września został tymczasowo aresztowany, po rozpoczęciu wojny został wywieziony z Tarnowskiego na wschód i ślad po nim zaginął. Według niepotwierdzonych informacji zginął na początku września 1939 roku.

(..) Ponieważ wypadek pociągnął za sobą ofiary co sam widziałem czynu swego żałuję. - Antoni Guzy zostaje zatrzymany na miejscu zamachu. Choć wydaje się to dziwne po zostawieniu ładunków wybuchowych jest na stacji , aby... pociągiem, wrócić do Krakowa. Dlaczego był w chwili wybuchu na peronie stacji? Czy nie wiedział kiedy nastąpi eksplozja? Dzięki pomocy Archiwum Państwowego w Tarnowie możemy przedstawić niepopublikowane dotąd dokumenty dotyczące zamachu. Są to m.in. fragmenty przesłuchania Antoniego Guzego oraz archiwalne zdjęcia zniszczonego dworca wykonane kilka godzin po wybuchu wojny.

Dzień zamachu - z Bielska przez Kraków do Tarnowa
Przygotowania, wykonanie bomby nastąpiło wcześniej, ale dla Antoniego Guzego zadanie rozpoczęło się przed południem 28 sierpnia w Bielsku. O 11:30 spotyka się z Neumanem i o 12:13 razem wyruszają pociągiem do Krakowa. W Krakowie idą na kawę do restauracji. Następnie według relacji oskarżonego przechodzą na dworzec kolejowy. Dwie walizki wypełnione materiałem wybuchowym czekają już w przechowalni. - Neuman wskazując te walizy dał mi polecanie, by je najbliższym pociągiem zawieść do Tarnowa i tam złożyć w przechowalni bagażu - zeznaje. Guzy nie zdąża jednak na pociąg do Tarnowa i po 20:00 wsiada do taksówki. Za podróż płaci 80 złotych. - Po przyjeździe do Tarnowa pod dworzec kolejowy osobiście walizy zaniosłem do poczekalni 3 klasy, znajdującego się tam bagażowego zapytałem o przechowalnie (...) poleciłem mu walizy zanieść do przechowalnii (...) Bagażowemu za tę usługę zapłaciłem 50 gr.

taka_h_14c
Zaskakujące jest dalsze zachowanie Guzego. Idzie do dworcowej restauracji (ta, która zostanie zniszczona) spokojnie wypija piwo, po czym spaceruje w okolicach plant kolejowych. Choć w przechowalni bagażu tyka zegar bomby wraca na tarnowski dworzec i za siedem złotych kupuje bilet na lux-torpedę do Krakowa. Ma ona odjechać parę minut po 23. Dodajmy, że wcześniej w zeznaniu Guzy mówił, że Neuman umówił się z nim, iż będzie na niego czekał na dworcu w Krakowie, gdy wróci z Tarnowa właśnie lux-torpedą. Wszystko wskazuje więc na to, że Neuman chciał, aby Guzy zginął podczas zamachu czekając na pociąg. Tym samym pozbyłby się jedynego wykonawcy zamachu. To oczywiście hipoteza, ale bardzo prawdopodobna. Trudno bowiem spodziewać się, że Guzy wiedząc o godzinie wybuchu 20 minut bez obaw siedziałby w poczekalni, a potem przeszedł na drugi peron i dalej wypatrywał pociągu. Tymczasem zamiast parowozu z drugiego peronu widzi eksplozję. Razem z innym podróżnym ucieka, zatrzymuje się przy budce kolejarskiej. - Kolejarze zaczęli wołać, by się z miejsca nie ruszać (...) Jakiś kolejarz zabiera Guzego do Urzędu Ruchu, a stamtąd policjant do komisariatu. Tam zostaje jedynie spisany i wypuszczony, ale tylko na chwilę. Pod Hotelem Polskim (plac Dworcowy, obecnie mieści się tu Delegatura Kuratorium Oświaty) zauważa go posterunkowy i przyprowadza ponownie na komisariat. Pierwsze przesłuchanie odbywa się nad ranem, początkowo Guzy nie przyznaje się do winy.

Jak Guzy został zamachowcem?
- Nie było mowy o jakiejkolwiek wynagrodzeniu za to co robiłem (...) czynu przystępnego jakiego dokonałem dopuściłem się dlatego, że czuje się niemcem - tak powiedział Antoni Guzy na przesłuchaniu. Podkreślił, że jego matka z pochodzenia Niemka nigdy nie mówiła po polsku, zaś ojciec był Polakiem, który zginął w czasie I wojny światowej. Antoni Guzy był ślusarzem. Pod koniec 1938 roku trafił na bezrobocie. Zaczął szukać pracy, chciał wyjechać do fabryki do Niemiec. W maju 1939 roku zapisał się do "Gewerkschaft Duetscher Arbeiter", organizacji, która miała mu pomóc w znalezieniu pracy w Rzeszy. To wtedy zaczął spotykać się z członkami tej organizacji i zapewne wówczas został wytypowany jako przyszły zamachowiec. W Bielsku miał przypadkowo spotkać mężczyznę o nazwisku Obenau. Powiedział mu, że wie, iż szuka pracy i chce przejść przez zieloną granicę ze Słowacją do Niemiec. Obaj umówili się na spotkanie z Tatrach, dwa dni spędzili w schronisku na Słowacji. Obenau wszystko opłacał, a na koniec wycieczki poprosił Guzego, by wyszukał ludzi inteligentnych do przeprowadzania przez granicę. Guzy pojechał do kolonistów niemieckich pod Mielcem, tam odwiedził dawnego przyjaciela Heslera. Okazało się, że on także szuka ochotników. Wkrótce Hesler zapoznał go z Neumanem ze Skoczowa. Wtedy Guzy miał po raz pierwszy usłyszeć, że tak naprawdę chodzi o ludzi gotowych do akcji dywersyjnych w Polsce, do podkładania bomb. W zeznaniu nie ma ani jednego zdania o wątpliwościach, rozterkach moralnych Guzego, sucho opisuje kolejne spotkania np. wyjazd do Lwowa, gdzie również miał odebrać walizki z bombą, te jednak nie dotarły na miejsce. Wspomina, że Hesler odpowiadał ze przygotowanie zamachu bombowego w Tarnowie i według jego zapewnień ładunek miał wywołać tylko pożar. Na końcu zeznania Antoni Guzy żałuje, że w wyniku podłożenia ładunku wybuchowego zginęli ludzie.
- See more at: http://www.it.tarnow.pl/index.php/pol/Atrakcje/TARNOW/Ciekawostki/Taka-jest-historia/Zamach-bombowy-na-tarnowskim-dworcu-kolejowym#sthash.MjUXXpYY.dpuf
Zamachowiec został zatrzymany zaraz po eksplozji. Wszystko wskazuje na to, że nie wiedział, na którą godzinę nastawiona jest bomba zegarowa. - Nastąpił wybuch na dworcu po czym zaraz zaczęliśmy uciekać na koniec peronu - zeznał podczas przesłuchania, którego obszerne fragmenty można przeczytać na tarnow.pl. Zapraszamy do poznania wydarzenia, które przez wielu historyków określane jest jednym zdaniem "Wojna zaczęła się w Tarnowie".

taka_h_14a
28 sierpnia 1939 roku. Z Tarnowa wyjechały pociągi z ostatnimi zmobilizowanymi jednostkami wojskowymi, kilka godzin poźniej doszło do tragedii. O godzinie 23:18 - na dworcu kolejowym w przechowalnii bagaży nastąpił wybuch bomby zegarowej. Pod gruzami zniszczonego dworca zginęło 20 osób przebywających w poczekalni bądź restauracji trzeciej klasy, a 35 zostało rannych. Straty w ludziach byłyby z pewnością większe, gdyby wybuch nastąpił podczas postoju na stacji transportu wojskowego, lub bezpośrednio po przyjeździe pociągu ze stacji Kraków. Ośmiominutowe opóźnienie tego pociągu niewątpliwie uchroniło wielu pasażerów od obrażeń, jakich doznaliby kierując się do wyjścia koło przechowalni bagaży.

taka_h_14b
Jak się okazało w czasie śledztwa i przesłuchań zatrzymanego wówczas Antoniego Guzego zamieszkałego w Bielsku, tego aktu terrorystycznego dokonała grupa kolonistów z bielskiego i mieleckiego. Byli to ludzie przeszkoleni w Niemczech i zaopatrzeni w materiały wybuchowe. Guzy sam przyjechał do Tarnowa i to on zostawił dwie walizki wypełnione materiałem wybuchowym. 1 września został tymczasowo aresztowany, po rozpoczęciu wojny został wywieziony z Tarnowskiego na wschód i ślad po nim zaginął. Według niepotwierdzonych informacji zginął na początku września 1939 roku.

(..) Ponieważ wypadek pociągnął za sobą ofiary co sam widziałem czynu swego żałuję. - Antoni Guzy zostaje zatrzymany na miejscu zamachu. Choć wydaje się to dziwne po zostawieniu ładunków wybuchowych jest na stacji , aby... pociągiem, wrócić do Krakowa. Dlaczego był w chwili wybuchu na peronie stacji? Czy nie wiedział kiedy nastąpi eksplozja? Dzięki pomocy Archiwum Państwowego w Tarnowie możemy przedstawić niepopublikowane dotąd dokumenty dotyczące zamachu. Są to m.in. fragmenty przesłuchania Antoniego Guzego oraz archiwalne zdjęcia zniszczonego dworca wykonane kilka godzin po wybuchu wojny.

Dzień zamachu - z Bielska przez Kraków do Tarnowa
Przygotowania, wykonanie bomby nastąpiło wcześniej, ale dla Antoniego Guzego zadanie rozpoczęło się przed południem 28 sierpnia w Bielsku. O 11:30 spotyka się z Neumanem i o 12:13 razem wyruszają pociągiem do Krakowa. W Krakowie idą na kawę do restauracji. Następnie według relacji oskarżonego przechodzą na dworzec kolejowy. Dwie walizki wypełnione materiałem wybuchowym czekają już w przechowalni. - Neuman wskazując te walizy dał mi polecanie, by je najbliższym pociągiem zawieść do Tarnowa i tam złożyć w przechowalni bagażu - zeznaje. Guzy nie zdąża jednak na pociąg do Tarnowa i po 20:00 wsiada do taksówki. Za podróż płaci 80 złotych. - Po przyjeździe do Tarnowa pod dworzec kolejowy osobiście walizy zaniosłem do poczekalni 3 klasy, znajdującego się tam bagażowego zapytałem o przechowalnie (...) poleciłem mu walizy zanieść do przechowalnii (...) Bagażowemu za tę usługę zapłaciłem 50 gr.

taka_h_14c
Zaskakujące jest dalsze zachowanie Guzego. Idzie do dworcowej restauracji (ta, która zostanie zniszczona) spokojnie wypija piwo, po czym spaceruje w okolicach plant kolejowych. Choć w przechowalni bagażu tyka zegar bomby wraca na tarnowski dworzec i za siedem złotych kupuje bilet na lux-torpedę do Krakowa. Ma ona odjechać parę minut po 23. Dodajmy, że wcześniej w zeznaniu Guzy mówił, że Neuman umówił się z nim, iż będzie na niego czekał na dworcu w Krakowie, gdy wróci z Tarnowa właśnie lux-torpedą. Wszystko wskazuje więc na to, że Neuman chciał, aby Guzy zginął podczas zamachu czekając na pociąg. Tym samym pozbyłby się jedynego wykonawcy zamachu. To oczywiście hipoteza, ale bardzo prawdopodobna. Trudno bowiem spodziewać się, że Guzy wiedząc o godzinie wybuchu 20 minut bez obaw siedziałby w poczekalni, a potem przeszedł na drugi peron i dalej wypatrywał pociągu. Tymczasem zamiast parowozu z drugiego peronu widzi eksplozję. Razem z innym podróżnym ucieka, zatrzymuje się przy budce kolejarskiej. - Kolejarze zaczęli wołać, by się z miejsca nie ruszać (...) Jakiś kolejarz zabiera Guzego do Urzędu Ruchu, a stamtąd policjant do komisariatu. Tam zostaje jedynie spisany i wypuszczony, ale tylko na chwilę. Pod Hotelem Polskim (plac Dworcowy, obecnie mieści się tu Delegatura Kuratorium Oświaty) zauważa go posterunkowy i przyprowadza ponownie na komisariat. Pierwsze przesłuchanie odbywa się nad ranem, początkowo Guzy nie przyznaje się do winy.

Jak Guzy został zamachowcem?
- Nie było mowy o jakiejkolwiek wynagrodzeniu za to co robiłem (...) czynu przystępnego jakiego dokonałem dopuściłem się dlatego, że czuje się niemcem - tak powiedział Antoni Guzy na przesłuchaniu. Podkreślił, że jego matka z pochodzenia Niemka nigdy nie mówiła po polsku, zaś ojciec był Polakiem, który zginął w czasie I wojny światowej. Antoni Guzy był ślusarzem. Pod koniec 1938 roku trafił na bezrobocie. Zaczął szukać pracy, chciał wyjechać do fabryki do Niemiec. W maju 1939 roku zapisał się do "Gewerkschaft Duetscher Arbeiter", organizacji, która miała mu pomóc w znalezieniu pracy w Rzeszy. To wtedy zaczął spotykać się z członkami tej organizacji i zapewne wówczas został wytypowany jako przyszły zamachowiec. W Bielsku miał przypadkowo spotkać mężczyznę o nazwisku Obenau. Powiedział mu, że wie, iż szuka pracy i chce przejść przez zieloną granicę ze Słowacją do Niemiec. Obaj umówili się na spotkanie z Tatrach, dwa dni spędzili w schronisku na Słowacji. Obenau wszystko opłacał, a na koniec wycieczki poprosił Guzego, by wyszukał ludzi inteligentnych do przeprowadzania przez granicę. Guzy pojechał do kolonistów niemieckich pod Mielcem, tam odwiedził dawnego przyjaciela Heslera. Okazało się, że on także szuka ochotników. Wkrótce Hesler zapoznał go z Neumanem ze Skoczowa. Wtedy Guzy miał po raz pierwszy usłyszeć, że tak naprawdę chodzi o ludzi gotowych do akcji dywersyjnych w Polsce, do podkładania bomb. W zeznaniu nie ma ani jednego zdania o wątpliwościach, rozterkach moralnych Guzego, sucho opisuje kolejne spotkania np. wyjazd do Lwowa, gdzie również miał odebrać walizki z bombą, te jednak nie dotarły na miejsce. Wspomina, że Hesler odpowiadał ze przygotowanie zamachu bombowego w Tarnowie i według jego zapewnień ładunek miał wywołać tylko pożar. Na końcu zeznania Antoni Guzy żałuje, że w wyniku podłożenia ładunku wybuchowego zginęli ludzie.
- See more at: http://www.it.tarnow.pl/index.php/pol/Atrakcje/TARNOW/Ciekawostki/Taka-jest-historia/Zamach-bombowy-na-tarnowskim-dworcu-kolejowym#sthash.MjUXXpYY.dpuf
Zamachowiec został zatrzymany zaraz po eksplozji. Wszystko wskazuje na to, że nie wiedział, na którą godzinę nastawiona jest bomba zegarowa. - Nastąpił wybuch na dworcu po czym zaraz zaczęliśmy uciekać na koniec peronu - zeznał podczas przesłuchania - See more at: http://www.it.tarnow.pl/index.php/pol/Atrakcje/TARNOW/Ciekawostki/Taka-jest-historia/Zamach-bombowy-na-tarnowskim-dworcu-kolejowym#sthash.MjUXXpYY.dpuf
Zamachowiec został zatrzymany zaraz po eksplozji. Wszystko wskazuje na to, że nie wiedział, na którą godzinę nastawiona jest bomba zegarowa. - Nastąpił wybuch na dworcu po czym zaraz zaczęliśmy uciekać na koniec peronu - zeznał podczas przesłuchania - See more at: http://www.it.tarnow.pl/index.php/pol/Atrakcje/TARNOW/Ciekawostki/Taka-jest-historia/Zamach-bombowy-na-tarnowskim-dworcu-kolejowym#sthash.MjUXXpYY.dpuf
Zamachowiec został zatrzymany zaraz po eksplozji. Wszystko wskazuje na to, że nie wiedział, na którą godzinę nastawiona jest bomba zegarowa. - Nastąpił wybuch na dworcu po czym zaraz zaczęliśmy uciekać na koniec peronu - zeznał podczas przesłuchania - See more at: http://www.it.tarnow.pl/index.php/pol/Atrakcje/TARNOW/Ciekawostki/Taka-jest-historia/Zamach-bombowy-na-tarnowskim-dworcu-kolejowym#sthash.MjUXXpYY.dpuf

sobota, 11 lipca 2015

POLSCY LOTNICY POCHODZĄCY ZE ŚLĄSKA CIESZYŃSKIEGO w Wielkiej Brytanii 1940-1946

Jeszcze w 1940r. rozpoczęły się walki lotnicze nad wyspami Brytyjskimi. Zapoczątkowała je słynna bitwa o Anglię. i tam walczyli polscy lotnicy ze Śląska Cieszyńskiego. W czasie wojny pilotami Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie m.in piloci samolotów wielosilnikowych z 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych, uczestnicy lotów z Włoch z pomocą dla powstańczej Warszawy: Jan Cholewa z Ustronia i Jan Kalfas z Grodźca Śląskiego.  Mieczysław Popek,  pilot "Cyrku Skalskiego" w Afryce Północnej.  Broniąc brytyjskiego nieba zginęli m.in w 1943r. Jan Talik i Karol Dindorf, a w 1944r. Euzebiusz Przybytek.  Śmiercią lotnika podczas lotu bojowego zginęli: były kierownik szkoły w Goleszowie Andrzej Kozieł oraz Kazimierz Kula. Podczas lotu treningowego zginął pochodzący z Zaolzia Rudolf Grzegorz. 


 Na zdjęciu Jan Cholewa i  Jan Kalfas, przed Liberatorem 1586 Eskadry w Brindisi.


Mjr pil. Paweł Niemiec z Cieszyna, w 1934 r. wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, którą ukończył w 1936 r. (IX promocja), otrzymał przydział do 123 Eskadry Myśliwskiej 2 Pułku, od jesieni 1937 r. dowódca plutonu szkolnego w Dęblinie, w 1939 r. wraz ze swoimi podchorążymi ewakuował się do Rumunii, następnie przez Francję trafił do Wielkiej Brytanii, we wrześniu 1940 r. w 17 Dywizjonie RAF, od lutego 1941 r. w 317 Wileńskim Dywizjonie Myśliwskim, następnie pięciokrotnie dowodził polskimi dywizjonami myśliwskimi, co jest swoistym rekordem w Polskich Siłach Powietrznych na Zachodzie: 308 Krakowski Dywizjon Myśliwski (05.03.1943 – 15.05.1943), 316 Warszawski Dywizjon Myśliwski (15.09.1943 – 26.06.1944), 306 Toruński Dywizjon Myśliwski (27.06.1944 – 24.09.1944), 317 Wileński Dywizjon Myśliwski (17.05.1945 – 11.10.1945), 316 Warszawski Dywizjon Myśliwski (12.10.1945 – do rozwiązania 11.12.1946), odszedł z lotnictwa i wyjechał do Argentyny, gdzie zmarł 11 maja 1985 r., kawaler Srebrnego Krzyża Orderu Wojennego Virtuti Militari, trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, zestrzelił 2 samoloty wroga, 1 i ½ uszkodził.

Por. obs. Oskar Sablik z Czechowic, w 1939 r. w 23 Eskadrze Obserwacyjnej, wykonywał loty bojowe nad Śląskiem Cieszyńskim, w czasie jednego z nich po raz ostatni przeleciał nad domem rodziców w Bąkowie koło Strumienia, Krzyż Walecznych za kampanię wrześniową, we Francji przydzielony do powstającego 1 Dywizjonu Obserwacyjnego,zginął 23.04.1941 koło Coventry, kiedy samolot Avro "Anson" wpadł w zaporę balonową.

Chor. pil. Jan Kalfas z Grodźca Śląskiego (urodzony w rodzinie polskich imigrantów w Cleveland w USA), jesienią 1936., po przeszkoleniu szybowcowym w LOPP, trafił jako ochotnik do 2 PL, został mechanikiem w 121 Eskadrze Myśliwskiej, jesienią 1938 r. przeniesiony do rezerwy, zmobilizowany w sierpniu 1939 r., kampanię wrześniową odbył w personelu naziemnym 121 EM, internowany w Rumunii, uciekł do Francji, w Anglii od marca 1940 r., mechanik w 304 Dywizjonie Bombowym, skończył kurs pilotażu i loty bojowe od kwietnia 1943 r. wykonywał w składzie 300 Dywizjonu Bombowego, od listopada 1944 r. w 1586 Eskadrze do Zadań Specjalnych, w której wykonał 11 lotów bojowych, od marca 1945 r. latał w lotnictwie transportowym (301 Dywizjon), w czerwcu 1947 r. wrócił do Polski, w latach 1951-1956 odsunięty od lotnictwa cywilnego, od 1957 do 1977 w lotnictwie sanitarnym, w którym wykonał ponad 4000 lotów, gdzie był wzorem i przykładem dla innych, młodszych pilotów, kawaler m.in. Orderu Virtuti Militarii V klasy oraz trzykrotnie Krzyża Walecznych, zmarł w 1983 r., pochowany w Bielsku-Białej.

Chor. r/op. strz. Karol Szturc (alias Stuart), ur. 02.09.1914 r. w Goleszowie Równi jako syn Pawła i Katarzyny Szturców, ukończył tamtejszą szkołę powszechną, po zdobyciu zawodu ślusarza pracował w fabryce kapeluszy "Polkap" w Skoczowie, przed 1939 r. służbę wojskową pełnił w 2 Pułku Lotniczym w Krakowie, przez Bałkany i Francję dotarł do Anglii, po przeszkoleniu został przydzielony do 301 Dywizjonu Bombowego "Ziemi Pomorskiej", na pokładzie samolotu bombowego Wellington w stopniu kaprala pełnił obowiązki strzelca radiooperatora, w 301 DB wykonał 29 lotów bojowych, 3-krotnie bombowiec lądował awaryjnie (w tym 1 wodowanie zakończone 24-godzinnym przebywaniem na morzu), odznaczony Orderem Virtuti Militari, 3-krotnie Krzyżem Walecznych, Gwiazdą Honorową za rany oraz medalami polskimi i brytyjskimi, po wojnie osiedlił się w Nottingham w Anglii, gdzie zmarł 15.04.1983 r., wcześniej kilkakrotnie odwiedził rodzinny Goleszów.

St. sierż. pil. Paweł Kowala z Kozakowic, w stopniu st. szer. pilot 122 Eskadry Myśliwskiej, od 20.08.1939 do 01.09.1939 w składzie zasadzki myśliwskiej w Aleksandrowicach, jako kapral pilot 308 Krakowskiego Dywizjonu Myśliwskiego w Wielkiej Brytanii, 02.07.1941 podczas powrotu znad Francji zderzył się w powietrzu z samolotem por. Erwina Kawnika, który zginął, Kowala wyskoczył na spadochronie i trafił do niewoli, do 308 Dywizjonu powrócił 20.04.1945, od 19.11.1945 w 315 Dywizjonie Myśliwskim, po wojnie mieszkał w Wielkiej Brytanii.

St. sierż. pil. Józef Feruga z Dziedzic, kpr. pilot w  22  Eskadrze  Bombowej  Lekkiej,  pilot  316  Dywizjonu Myśliwskiego  PSP, zginął 01.03.1945 w czasie powrotu z eskortowania wyprawy bombowej, samolot rozbił się we Francji wskutek defektu technicznego.

Sierż. pil. Wilhelm Kosarz z Karwiny (Zaolzie, obecnie Republika Czeska), pilot myśliwski, występował w jednej z trójek akrobacyjnych 2 Pułku, oblatywacz w PZL–Okęcie, podczas kampanii wrześniowej w eskadrze CWL-1 w Dęblinie, Krzyż Walecznych za kampanię wrześniową 1939 r., pilot 302 Dywizjonu Myśliwskiego PSP na Zachodzie, poległ 08.11.1940 w czasie walki powietrznej z myśliwcami Bf 109 nad Mayfield.

Sierż. pil. Alojzy Morawiec z Kończyc Małych.Już jako dziewiętnastolatek wstępuje do 2 Pułku Lotniczego w Krakowie. Służy tam przez następne sześć lat, zdobywając lotnicze doświadczenie w 21 Eskadrze Bombowej Lekkiej, ktora weszła w skład II Dywizjonu Bombowego lotnictwa wojskowego. kpr. pilot w 21 Eskadrze Bombowej Lekkiej, w Anglii w latach 1940-1941 latał w 304 Dywizjonie Bombowym PSP, później w 286 Dywizjonie Bombowym RAF, zginął 21.02.1943 w katastrofie lotniczej samolotu, którym leciał jako pasażer. 
Sierż. pil. Karol Klyszcz z Pastwisk k/Cieszyna, w 1939 r. kpr. pil. w 23 Eskadrze Obserwacyjnej, m.in. wykonywał loty rozpoznawcze nad Śląskiem Cieszyńskim, Krzyż Walecznych za kampanię wrześniową (nie zrezygnował z pilotowania RWD-14 „Czapla” mimo rany szyi odniesionej 02.09.1939 r.), zginął w Anglii 28.03.1941 w samolocie Avro "Anson", który rozbił się na stoku wzgórza koło Hore Down Gate.

Plut. pil. Gustaw Hławiczka, pilot w 22 Eskadrze Bombowej Lekkiej (od 1 września 1939 r. 2 Eskadra Bombowa Lekka II Dywizjonu Bombowego Lekkiego Brygady Bombowej), 3 września podczas lotu na bombardowanie niemieckich kolumn pancernych a następnie rozpoznanie w rejonie Radomska jego P-23 „Karaś” został zestrzelony przez Bf 109E pilotowanego przez lt. Karlfrieda Nordmanna, oficera technicznego I/JG 77. W wyniku ataku strzelec zginął, a ciężką ranę odniósł ppor. obs. Tadeusz Kalinowski. Lekko rany G. Hławiczka wylądował przymusowo płonącym „Karasiem” koło wsi Gidle na południe od Radomska, ratując życie swojemu dowódcy. Wojnę spędził w kraju, na początku lat 90. ubiegłego wieku mieszkał w Cieszynie.

Puł. pil. Edward Peterek, dowodził 142 Eskadrą Lotniczą w Toruniu. W 1936 roku mianowany został komendantem Wojskowego Obozu Szybowcowego w Ustianowej w Bieszczadach. Był wyznaczony na szefa polskiej ekipy szybowcowej na olimpiadę w Helsinkach w 1940 roku. W czasie wojny służył jako pilot "ferry", czyli rozprowadzający samoloty drogą powietrzną. Do Polski powrócił w 1959 roku z Ameryki Południowej. Zmarł w 1978 roku.

Podpor. obser. Alojzy Szkuta. Zawodową służbę wojskową odbywał w 1 Pułku Lotniczym w Warszawie. Po kampanii wrześniowej, za którą otrzymał Order Virtuti Militari V klasy, przedostał się na Zachód, gdzie latał w 301 Dywizjonie Bombowym. Zginął 1 listopada 1942 roku wraz z całą załogą Wellingtona z 304 Dywizjonu Obrony Wybrzeża podczas zwalczania niemieckich U-bootów w Zatoce Biskajskiej.

 Na podstawie: Jerzy Pawlak „Polskie eskadry w latach 1918-1939”, Warszawa 1989.


piątek, 10 lipca 2015

POLSCY LOTNICY POCHODZĄCY ZE ŚLĄSKA CIESZYŃSKIEGO POLEGLI W SŁUŻBIE W LATACH 1940-1946

Śląsk Cieszyński w latach 30. był znaczącym ośrodkiem szkolenia lotniczego w Polsce. Na górze Chełm koło Goleszowa funkcjonowała od roku 1934 szkoła szybowcowa, zaś w Aleksandrowicach pod Bielskiem od 1936 r. działała Szkoła Lotnicza. Lotnicze umiejętności zdobywała tam oczywiście nie tylko młodzież z najbliższych okolic, ale stanowiła ona znaczny odsetek kursantów. Niestety do dziś nie zachowała się pełna ewidencja szkolonych. Z zachowanych jednak szczątków wynika, że wielu, jeśli nie większość, poległych Ślązaków Cieszyńskich w Polskich Siłach Powietrznych z roczników 1914 i młodszych rozpoczynało swe związki z lotnictwem od tych ośrodków.

Wilhelm ADAMIK - plutonowy strzelec pokładowy; urodzony w 1916 r. w Cieszynie. Kampanię wrześniową odbył jako kapral strzelec w 65 Eskadrze Bombowej (6 Dywizjon Brygady Bombowej). W Wielkiej Brytanii służył w 304 Dywizjonie Bombowym Ziemi Śląskiej. Jego samolot typu Wellington spadł do morza w czasie powrotu z nalotu na Emden 20 października 1941 r. Odznaczony był Krzyżem Walecznych.
Jerzy DRONG (DRĄG) - sierżant mechanik pokładowy; urodzony w 1908 r. w Gródku. W Wielkiej Brytanii mechanik z obsługi naziemnej. Po przeszkoleniu przeniesiony do składu załóg latających. Od września 1943 r. służył w 1586 Eskadrze do Zadań Specjalnych. Zginął w katastrofie samolotu Liberator podczas lądowania po powrocie z lotu bojowego do Polski 6 stycznia 1944 r. Pochowany w Brindisi we Włoszech.
Józef Karol DROŹDZIK - starszy strzelec pokładowy/radiooperator; urodzony w 1915 r. w Bielsku. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 301 Dywizjonu Bombowego. Zginął 25 lutego 1942 r. odbywając na pokładzie Wellingtona, lot bojowy na bombardowanie Kolonii. Samolot prawdopodobnie spadł do morza.
Józef FERUGA- starszy sierżant pilot; urodzony w 1914 r. w Dziedzicach. Kampanię wrześniową odbył w jako kapral pilot w 22 Eskadrze Bombowej (2 Dywizjon Brygady Bombowej). W Wielkiej Brytanii latał jako pilot myśliwski m. in. w 316 Dywizjonie Myśliwskim. Odniósł 1 pewne zwycięstwo powietrzne. Zginął w czasie eskorty wyprawy bombowej 1 marca 1945 r. (samolot Mustang). Pochowany w Grand Failly we Francji. Odznaczony był dwukrotnie Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.
Rudolf GRZEGORZ - porucznik pilot; urodzony w 1914 r. w Wędryni. W Wielkiej Brytanii pełnił funkcję instruktora lotniczego w 6 Szkole Obserwatorów-Nawigatorów (Air Navigation-Observer School) w Stawerton. Zginął w katastrofie lotniczej w czasie startu samolotem Anson 6 grudnia 1941 r. Pochowany w Cowley.
Jan HAŁASTRA (HALASTRA) - porucznik strzelec samolotowy; urodzony w 1914 r. w Mnichu. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 301 Dywizjonu Bombowego. Zginął w locie bojowym na bombardowanie Essen. Samolot Wellington uszkodzony ogniem artylerii plot. Rozbił się w Belgii. Pochowany jest w Lommel na polskim cmentarzu wojskowym.
Józef JEDNAKI - kapral strzelec pokładowy; urodzony w 1919 r. w Polskiej Ostrawie. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 300 Dywizjonu Bombowego. Zginął w nocy 14/15 stycznia 1943 r. uczestnicząc w locie bojowym samolotu Wellington na minowanie portu Lorient. Załoga zginęła w morzu. Prawdopodobnie jego brat to: Stanisław JEDNAKI - kapral pilot; urodzony w 1921 r. w Oświęcimiu (gdzie po 1919 r. znajdował się jeden z obozów uchodźców z Zaolzia). W Wielkiej Brytanii skierowany do 30 Jednostki Zaopatrzenia Lotnictwa (Maintenance Unit) w Sealand. Zginął w katastrofie lotniczej pilotując samolot typu Beaufighter 8 sierpnia 1942 r. Pochowany w Shawbury.
Józef Antoni JEŻOWICZ - kapral pilot; urodzony w 1914 r. w Kosarzyskach. W Wielkiej Brytanii przydzielony do jednostki treningowej w Dalcross. Zginął w wyniku awarii samolotu Defiant 25 października 1941 r. Pochowany w Dalcross.
Józef KAMIŃSKI - podporucznik pilot; urodzony w 1914 r. w Bielsku. Absolwent Korpusu Kadetów nr 2. W latach 1939-1941 więziony w ZSRR. Po przybyciu do Wielkiej Brytanii przydzielony do jednostki szkolnej jako pilot instruktor. Zginął wykonując lot samolotem Master. Pochowany na cmentarzu żołnierzy polskich w Newark.
Karol KLYSZCZ (KŁYSZCZ) - kapral pilot; urodzony w 1914 r. w Pastwiskach. W czasie kampanii wrześniowej latał bojowo w 23 Eskadrze Obserwacyjnej przydzielonej do Armii "Kraków" (Grupa Operacyjna "Bielsko/Boruta"), gdzie pomimo rany pozostał w jednostce. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 3 Jednostki Szkolenia Operacyjnego (Operation Training Unit) w Chivenor. Zginął 28 marca 1941 r. w katastrofie lotniczej samolotu Anson. Pochowany w Ilfracombe. Za kampanię wrześniową odznaczony Krzyżem Walecznych.
Wilhelm KOSARZ - sierżant pilot; urodzony w 1908 r. w Karwinie. W okresie międzywojennym m.in. służył w 2 Pułku Lotniczym w Krakowie, gdzie latał w zespole akrobacyjnym Jerzego Bajana, a następnie był pilotem oblatywaczem w PZL Okęcie (oblatywał m.in. prototyp Jastrzębia). W kampanii wrześniowej jako kapral pilot formalnie przydzielony do Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Dęblinie (szkolił lotników czechosłowackich). Wykonywał loty bojowe w doraźnie zorganizowanym plutonie porucznika Osuchowskiego. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 302 Dywizjonu Myśliwskiego Poznańskiego uczestniczył w "Bitwie o Anglię". Zginął w walce powietrznej pilotując samolot Hurricane 8 listopada 1940 r. Pochowany w Northwood. Za kampanię wrześniową Krzyżem Walecznych.
Tadeusz KRZYWOŃ - plutonowy radiooperator; urodzony w 1913 r. w Cieszynie. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 304 Dywizjonu Obrony Wybrzeża Ziemi Śląskiej. Zginął w morzu w czasie lotu ćwiczebnego samolotu Wellington 14 stycznia 1944 r. Odznaczony był trzykrotnie Krzyżem Walecznych.
Wiktor LIPOWCZAN - porucznik obserwator; urodzony w 1906 r. w Ustroniu. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 301 Dywizjonu Bombowego. Zginął w morzu w locie bojowym bombardowania Duisburga wraz z całą załogą samolotu Wellington 22 lipca 1942 r. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych.
Feliks ŁAZOWSKI - starszy sierżant bombardier, strzelec pokładowy; urodzony w 1907 r. w Polskiej Ostrawie. W czasie kampanii wrześniowej walczył w stopniu sierżanta w składzie 211 Eskadry Bombowej (10 Dywizjon Brygady Bombowej). W Wielkiej Brytanii przydzielony do 300 Dywizjonu Bombowego. Zginął w morzu odbywając lot bojowy samolotem Wellington na bombardowanie Hamburga 4 lutego 1943 r. Odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych.
Alojzy Stanisław MORAWIEC (MORAWSKI) - sierżant pilot; urodzony w 1916 r. w Kończycach Małych. W czasie kampanii wrześniowej w stopniu plutonowego pilota latał w 21 Eskadrze Bombowej (2 Dywizjon Brygady Bombowej). W Wielkiej Brytanii służył w 286 Dywizjonie Bombowym RAF. Zginął lecąc jako pasażer w locie transportowym samolotem Oxford 21 lutego 1943 r. Pochowany został w Weston Super Mare.
Józef MROŹIŃSKI - sierżant strzelec; urodzony w 1920 r. w Morawskiej Ostrawie. W Wielkiej Brytanii przydzielony został do 300 Dywizjonu Bombowego. Zginął odbywając lot bojowy samolotem Lancaster 2 marca 1945 r. Celem tej wyprawy była Kolonia. Samolot został zestrzelony przez artylerię plot. Zginęła cała załoga. Jako miejsce pochowania źródła podają Lommel lub Henri Chapelle w Belgii.
Albrecht PAGIEŁA (błędnie Pagiełło), plutonowy radiooperator strzelec, odznaczony w 1944 r. Krzyżem Walecznych, urodzony 13.11.1917 r. w Cieszynie, syn Edwarda i Ewy z domu Żebrok, ukończył 6 klas Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczego w Cieszynie, od 02.06.1937 r. (lub 02.11.1937) w 6 Pułku Lotniczym we Lwowie, we wrześniu 1937 r. brał udział w szkoleniu lotniczym w Szkole Pilotów LOPP w Aleksandrowicach k/Bielska, następnie w eskadrze szkolnej 6 Pułku Lotniczego, w którym służył do września 1939 r., po 17 września 1939 r. w Rumunii (wbrew dotychczasowym informacjom nie przebywał do 1942 r. na terenie ZSRR), 16.05.1940 r. dotarł do Francji, następnego dnia wcielony do polskiej Bazy Lotniczej w Lyonie.
Albrecht Pagieła podczas służby w RAF. Fot. via Adam Lange Od 23.06.1940 r. w Ośrodku Wyszkolenia Lotnictwa w Blackpool w Anglii, 06.07.1940 r. przeniesiony do 10 Samodzielnej Kompanii Saperów wojsk lądowych, od 22.01.1942 r. w Polskich Siłach Powietrznych, 10.07.1942 - 30.10.1942 kurs radiooperatora i strzelca samolotowego, następnie od 14.11.1942 do 18.12.1942 w 8 Air Gunnery School w Evanton, 18.12.1942 r. uzyskał specjalność strzelca radioperatora i brytyjski stopień sierżanta (Sgt), od 23.02.1943 r. w 18 OTU w Bramcote na kursie zgrywania załóg.17.08.1943 r. przeniesiony do 300 Dyonu Bombowego, jednak już z datą 18.08.1943 przeniesiony do 305 Dyonu Bombowego, od 15.10.1943 r. w 13 OTU, od 20.11.1943 do 10.12.1943 r. w 305 DB, w którym wykonał 1 lot bojowy nad kontynent, w związku z przezbrojeniem 305 DB w pozbawione strzelców pokładowych samoloty dwumiejscowe typu Mosquito od 11.12.1943 r. w Ośrodku Wyszkolenia Bojowego Załóg Bombowych (18 OTU), od 10.02.1944 r. w 300 Dywizjonie Bombowym, brytyjski stopień starszego sierżanta (F/Sgt) od 23.03.1944 r., w 300 DB wykonał 21 lotów bojowych, do ostatniego lotu wystartował 25.07.1944 r. z lotniska Faldingworth na pokładzie samolotu Avro Lancaster Mk.III (nr fabryczny PB252, kod taktyczny BH-M), celem nocnego nalotu był Stuttgart, po północy 26.07.1944 r. Lancaster zderzył się w powietrzu z innym samolotem alianckim nad miejscowością Beaugency ok. 15 mil od miasta Orlean we Francji, z maszyny uratowali się tylko strzelec (W/O) Kazimierz Wziątek i bombardier (F/Sgt) Franciszek Witrylak, pozostała piątka lotników, w tym Pagieła, zginęła i została pochowana we wspólnej mogile na cmentarzu w Orleanie.
Oskar SABLIK - porucznik obserwator; urodzony w 1912 r. w Czechowicach. W czasie kampanii wrześniowej latał w 23 Eskadrze Obserwacyjnej Armii "Kraków". W Wielkiej Brytanii został przydzielony do 18 Jednostki Szkolenia Operacyjnego (OTU) w Bramcote. Zginął podczas lotu treningowego samolotem Anson 24 kwietnia 1941 r. Pochowany został w Nuneaton. Był dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, w tym jeden nadany za kampanię wrześniową.
Karol SAMIEC- plutonowy podchorąży pilot; urodzony w 1920 r. w Cieszynie. W 1938 r. wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. W Wielkiej Brytanii przechodził szkolenie lotnicze. W 1941 r. przydzielony do 58 Jednostki Szkolenia Operacyjnego (OTU, pilotażu myśliwskiego). Zginął 4 listopada 1941 r. wykonując lot ćwiczebny na samolocie Spitfire. Pochowany w Grangemonth.
Emil STYRSKI - porucznik pilot; urodzony w 1907 r. w Karwinie. Zginął w czasie szkolenia w szkole lotniczej w Ontario w Kanadzie lecąc samolotem Anson. Pochowany w Toronto.
Oswald SĘP-SZARZYŃSKI - porucznik pilot; urodzony w 1913 r. w Porębie. W Wielkiej Brytanii latał w polskich 306 i 318 dywizjonach oraz 92 Dywizjonie Myśliwskim RAF we Włoszech. Zginął w morzu na skutek awarii silnika pilotowanego przez niego Spitfire'a w pobliżu Wenecji 9 sierpnia 1944 r.. Odznaczony był dwukrotnie Krzyżem Walecznych.
Erwin Marian SZKANDERA - kapral strzelec pokładowy; urodzony w 1920 r. w Zebrzydowicach. W 1938 r. wstąpił do Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 54 Jednostki Szkolenia Operacyjnego (OTU). Zginął w locie treningowym lecąc samolotem Defiant 21 kwietnia 1941 r. Pochowany jest w Clifford.
Alojzy SZKUTA - kapitan obserwator; urodzony w 1910 r. w Toszonowicach. Absolwent Korpusu Kadetów nr 2 oraz Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie w 1931 r. (5 promocja). W kampanii wrześniowej w stopniu porucznika pełnił służbę w 217 Eskadrze Bombowej (15 Dywizjon Bombowy Brygady Bombowej), gdzie pełnił obowiązki oficera taktycznego eskadry. W Wielkiej Brytanii służył w 301 Dywizjonie Bombowym. Jego samolot został zestrzelony a Alojzy Szkuta uniknął niewoli i przedostał się przez Francję, Hiszpanię i Gibraltar do Wielkiej Brytanii. Drugą turę lotów bojowych odbywał w 304 Dywizjonie Obrony Wybrzeża Ziemi Śląskiej. Zginął 1 listopada 1942 r. w czasie patrolu nad Zatoką Biskajską. Samolot Wellington został zestrzelony do morza. Odznaczony był krzyżem Virtuti Militari V kl. za kampanię wrześniową oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych.
Konrad Edward Kazimierz SZTUKA - plutonowy pilot; urodzony w 1920 r. w Cieszynie. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 303 Dywizjonu Myśliwskiego. Zginął w katastrofie na skutek awarii samolotu Mustang 29 marca 1946 r. Pochowany w Norwich.
Ludwik WANTULOK- kapral radiooperator; urodzony w 1922 r. w Trzyńcu. W Wielkiej Brytanii latał w 1586 Eskadrze do Zadań Specjalnych. Zginął wraz z całą załogą samolotu Halifax w locie bojowym do Polski 27 sierpnia 1944 r. nad Węgrami. Pochowany w Solymar.
Jan Stefan Tadeusz ZATLOUKAL - kapral strzelec samolotowy; urodzony w 1920 r. w Bielsku. W Wielkiej Brytanii przydzielony do 300 Dywizjonu Bombowego. Zginął wraz z całą załogą samolotu Lancaster w locie bojowym na bombardowanie Kilonii 24 lipca 1944 r. Pochowany jest w Hamburgu. 
Powyższej listy nazwisk poległych niestety nie należy traktować jako zamkniętej. Ciągle bowiem poszerza się zakres naszej wiedzy na temat lotników pochodzących ze Śląska Cieszyńskiego, poległych podczas II wojny światowej.  
 źródła:  STEFAN KRÓL "Kalendarz Cieszyński 2003"

PS.  Broniąc brytyjskiego nieba zginęli pochodzący z Bielska Jan Talik i Karol Dindorf, (1943r) a w 1944r. Euzebiusz Przybytek.

piątek, 3 lipca 2015

Początki futbolu w Bielsku i Białej

      Początkiem XX wieku nastąpił gwałtowny wzrost zainteresowania piłką nożną, o czym mogła świadczyć duża liczba powstających klubów piłkarskich. I nie inaczej było w Bielsku. Początki futbolu w Bielsku są datowane na początek XX wieku. W tym czasie miasto należało do Monarchii Austro-Węgierskiej. Wiosną 1907 roku grupa zapaleńców, na czele z Rudolfem Jędrzejowskim i dr Stonawskim zorganizowała w Bielsku mecz piłki nożnej. W pierwszych latach XX wieku wiele sportowych meczów rozgrywano na boiskach mieszczących się przy ulicy Piastowskiej, między Bielskim Centrum Kultury a Liceum im. M. Kopernika.

Na zdjęciu piłkarze Deutscher Fussball Club Sturm Bielitz.

   Wzorem klubów z Krakowa postanowiono założyć stowarzyszenie sportowe. Pierwszym klubem w Bielsku  został Bielitzer Fussball Klub, który przyjął  czarno-niebieskie barwy. Rok później powstał D.F.C. Sturm Bielitz. W roku 1912  założono „Hakoah” (hebr. הכח), co w języku hebrajskim oznacza „siła”. Nazwę Klubu zapożyczono od działającego od 1909 roku w Wiedniu klubu o tej samej nazwie. Istniał również inny klub żydowski Makkabi (wcześniej Bielitz -Bialaer Israelitischer Turnverein). BBI Turnverein skupiał działaczy o orientacji asymilatorskiej i proniemieckiej, natomiast klub „Hakoah”  miał być syjonistyczny. 

Na zdjęciu piłkarze SC Hakoah Bielsko. Rok 1923

     W Białej powstał w 1911 r. polski klub TS Szczerbiec, w którym uprawiano m.in. gimnastykę. W 1919 roku powstał w Lipniku Sport Verein Biała Lipnik ( TS Biała Lipnik). Klub z Lipnika nie osiągnął  jednak nigdy większych sukcesów. Bielskie i bialskie kluby należały do Morawsko-Śląskiego Niemieckiego Związku Futbolowego założonego w Ostrawie z inicjatywy piłkarza i działacza bielskiego klubu - Jana Jędrzejewskiego. Morawsko-śląscy piłkarze podlegali Austriackiej Federacji Futbolu (ÖFV).

Na zdjęciu piłkarze Bielitz-Bialaer Sport Verein.

    Wówczas najsilniejszym i najbardziej aktywnym klubem który dominował w Bielsku był BFK. 25 lutego 1909 roku zmieniono jego nazwę  na Bielitz-Bialaer Fussball Klub (przymiotnik Bialaer odnosił się do sąsiadującej z Bielskiem, odrębnej jeszcze wtedy galicyjskiej Białej), a następnie w kwietniu 1911 roku na Bielitz-Bialaer Sport Verein (BBSV). W tym samym roku zaczęły powstawać również pierwsze sekcje innych dyscyplin sportowych. We wrześniu 1911 roku otwarto nowoczesne boisko przy dzisiejszej ulicy Młyńskiej - tzw. „Górkę”.  Dziś jest to najstarszy obiekt piłkarski w Polsce.  Na uroczystość otwarcia zaproszono Rapid Wiedeń. Modne wówczas były mecze towarzyskie. Wielokrotnie dochodziło do spotkań z drużynami z Krakowa czy Lwowa. Wśród pokonanych przez bielszczan zespołów znalazły się m.in. Schlesien Wrocław i VfR 1897 Wrocław oraz VfR Królewska Huta. W latach 1912–1914 BBSV zdobył trzykrotnie wicemistrzostwo Moraw i Śląska Cieszyńskiego, ulegając jedynie DSV Opawa. Jednymi ze znanych piłkarzy BBSV byli: Ladislaus Dlabać, Emil Reichl i Josef Stürmer – reprezentanci Austrii.  Wybuch I wojny światowej w lipcu 1914 roku wywołał zawieszenie działalności wielu klubów w Bielsku i Białej.

Zdjęcie meczu piłkarskiego BBSV Bielitz - Cracovia. 1912 rok

   W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, a w jej granicach znalazło się również (ostatecznie od 1920) Bielsko. Drużyna piłkarska BBSV została jednym z członków efemerycznego Wschodniośląskiego Związku Piłki Nożnej (z siedzibą właśnie w Bielsku), zdobywając jego mistrzostwo. W lipcu 1921 r. zlikwidowano Wschodniośląski Związek Piłki Nożnej z siedzibą w Bielsku i włączono go w struktury Krakowskiego Związku Piłki Nożnej. 

 Na zdjęciu reprezentacja Bielska Rok 1921.

   4 grudnia 1921 roku reprezentacja Bielska, której trzon stanowili piłkarze BBSV (7 zawodników w składzie) zmierzyła się z kadrą narodową Polski w nieoficjalnym meczu będąc jej drugim w historii przeciwnikiem (po reprezentacji Lwowa). Spotkanie zakończone porażką bielszczan 1:3 odbyło się w ramach przygotowań Biało-Czerwonych do historycznego pojedynku z Węgrami rozegranego 18 grudnia 1921 roku.
    W Bielsku istniały głównie kluby niemieckie (Sturm Bielitz, VfR Bielsko, BAC Bielsko, ) i żydowski Hakoah.  W tamtych okresie zaistniała konieczność stworzenia w Białej silnego klubu o polskim rodowodzie. W 1922 roku założono BKS, którego pierwszym prezesem został Rudolf Kobiela. Na barwy BKS wybrano kolory czerwony i zielony, co nawiązywało do herbu Białej. Uprawiano gimnastykę, tenis stołowy, kolarstwo i oczywiście piłkę nożną. W  1923 roku przy ulicy Żywieckiej rozpoczęła się budowa własnego boiska dla BKS. Zawodnicy BKS grali towarzyskie mecze najczęściej z ekipami DFC Sturm, Hakoah, TS Białej Lipnik i przede wszystkim BBSV. Mecze BBSV i BKS, zespołów z obu stron rzeki Białej bardzo emocjonowały kibiców. W 1927 roku w meczu z okazji 5-lecia BKS klub ten rozgromił BBSV aż 6-1.

Na zdjęciu piłkarze B.K.S Biała.

    W lat 20-tych BBSV był najsilniejszym klubem regionu. 555 członków zgrupowanych było w sekcjach piłkarskiej, lekkoatletycznej i tenisowej.  Słynny Kispest Budapeszt gościł w Bielsku już w czerwcu 1921 r. (0:3). Klub w towarzyskim meczu potrafił wygrać z najlepszymi polskimi zespołami - Wisłą Kraków i Cracovią. Z Beuthen 09 - wizytówką śląskiego futbolu po niemieckiej stronie granicy - bielszczanie zremisowali 1:1. W połowie lat 30. XX wieku dokonywały się zmiany w strukturze wewnętrznej BBSV.  W wyborach do zarządu po raz pierwszy zwyciężyła nieoczekiwanie strona polska. W lutym 1936 roku doszło do postulowanego wcześniej spolszczenia nazwy klubu na Bielsko-Bialskie Towarzystwo Sportowe (BBTS). Od tej pory otrzymywał on znaczące wsparcie finansowe od władz miasta, m.in. na remont stadionu i stał się ogniskiem polskiego ruchu narodowego. W zarządzie klubu BBTS zasiadali burmistrzowie i fabrykanci, a nawet książę Sułkowski. Pozostałe kluby m.in TS Lipnik, Sturm i Hakoah były już słabsze, choć piłkarze Hakoah było w tamtym okresie bardzo aktywne. SC Sturm w próżniejszym czasie nie krył prohitlerowskich sympatii.

 Na zdjęciu piłkarze BBTS-u.

  W 1924r z inicjatywy działaczy powstał Podokręg Piłki Nożnej w Bielsku i Białej podlegający terytorialnie Okręgowemu Związkowi Piłki Nożnej w Katowicach. Przed sezonem w 1928 roku powstał Podokręg Bielsko-Biała Śląskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. W latach 1928 i 1929 w województwie śląskim istniały trzy równorzędne grupy klasy A – bielska, katowicka i królewskohucka. Ich zwycięzcy mierzyli się ze sobą o mistrzostwo okręgu, zaś mistrz otrzymywał prawo udziału w eliminacjach do Ligii ogólnopolskiej. BBSV wygrał obie edycje na poziomie podokręgu. W 1930 roku czołowe kluby województwa ogłosiły powstanie Okręgowej Ligi Śląskiej, w której znalazł się m.in  BBSV. Po roku rozgrywki te stanowiły już wyższy szczebel niż klasa A. Klub z Bielska zajmował początkowo w nowo powstałych rozgrywkach miejsca w dolnej części tabeli, by w 1932 roku zająć ostatnią lokatę. Od sezonu 1932/1933 Okręgowa Liga Śląska opierała się na systemie jesień-wiosna.
    Po wkroczeniu okupantów hitlerowskich do Bielska i przyłączeniu miasta do III Rzeszy polskie kluby zostały rozwiązane. Wielu sportowców i działaczy zamienili stroje sportowe na mundury, a sprzęt na uzbrojenie. Nie zabrakło ich w szeregach obrońców Ojczyzny. Płk. Józef Tomiak (działacz BBTS) , żołnierz 3 Strzelców Podhalańskich zginął we wrześniu 1939 roku. Żołnierska śmierć dosięgła Eugeniusza Jakubowskiego i Zbigniewa Gerzyka, lotnika Zbigniewa Jakubca, który został zestrzelony nad Kanałem La Manche podczas powrotu z lotu bojowego nad Niemcami. W obozach koncentracyjnych zginęli prof. Władysław Boźyczko, Witold Statkiewicz, Józef Pikuła, Ferdynand Dzień, dr Wojciech Figiel, Józef Wajdzik. Aktywnie działał w podziemiu jako członek ZWZ - AK znany bialski aptekarz, były piłkarz BKS Stefan Ganszer, którego za działalność konspiracyjną hitlerowcy stracili w 1943 r. w KL Auschwitz. Także inni sportowcy i działacze zapłacili najwyższą cenę za powiązania z AK-owskim podziemiem. Nie doczekał również wyzwolenia dr Józef Hipp - ostatni przedwojenny prezes BKS-u .

niedziela, 21 czerwca 2015

II Marsz dla życia i rodzin w Bielsku-Białej

20 czerwca 2015 roku odbył się w Bielsku-Białej już II Marsz dla Życia i Rodziny, którego byliśmy współorganizatorami. Tym razem wydarzenie było zaplanowane na dużo większą skalę niż w zeszłym roku. Sam przemarsz poprzedziła Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem biskupa Piotra Gregera w kościele Trójcy Przenajświętszej. Następnie po Mszy św. zaczęto formować czoło marszu, wolontariusze z gimnazjum i liceum Zgromadzenia Córek Bożej Miłości rozdawali uczestnikom baloniki, wiatraczki, dla najmłodszych śliniaczki, a dla starczych figurki 10 tygodniowego dziecka noszonego pod sercem mamy. Ulicami Bielska-Białej przeszło około 1000 osób, wśród których największą ilość stanowiły rodziny z dziećmi, cały marsz poprowadził Rafał Sawicki - aktor Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. O oprawę muzyczną zadbała schola Ruchu „Światło Życie”, o nagłośnienie - Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Bezpieczeństwo w czasie przemarszu zapewnili Strzelcy, służby pielgrzymkowe i Służba Maltańska. W czasie trasy swoją radością z posiadania rodziny dzielili się sami rodzice m.in. Maria i Arkadiusz Franczakowie, którzy opowiadali o swoim życiu, ale także o tym jak lekarze ostrzegali ich o wysokim prawdopodobieństwie narodzin niepełnosprawnych dzieci i doradzali aborcję. Tymczasem Marta i Arek cieszą się trójką zdrowych pociech. Gdy uczestnicy dotarli do Parku Słowackiego odbył się festyn rodzinny, nie zabrakło wielu atrakcji m.in. koncertu Magdy Anioł, muzycznych występów uczniów, ojcowie duchowni z ojcami naturalnymi rozegrali emocjonujący mecz. Dało się wyczuć radosną, rodzinną atmosferę pikniku, a o to w tym wszystkim chodziło! Aby przy dobrej zabawie pokazać także jak ważna jest rodzina, jak ważne są wyznawane w życiu wartości, którymi się kierujemy.


Chcielibyśmy z całego serca podziękować wszystkim organizatorom za owocną współpracę:

Radzie Ruchów i Stowarzyszeń Diecezji Bielsko-Żywieckiej, Caritas, wydziałowi duszpasterstwa rodzin diecezji bielsko-żywieckiej, patronatom honorowym marszu biskupowi Romanowi Pindelowi i bp Pawłowi Anweilerowi - zwierzchnikowi diecezji cieszyńskiej Kościoła ewangelicko-augsburskiego oraz prezydentowi Bielska-Białej. Dziękujemy także sieci sklepów „Biedronka”, która była sponsorem pikniku rodzinnego. Osobiście chcielibyśmy także podziękować grupie GRH Beskidy, którzy gościnnie pojawili się na Marszu, Scholi Ruchu Światło-Życie, Katolickiemu Stowarzyszeniu Młodzieży, służbom porządkowym oraz Służbie Maltańskiej.

Dziękujemy także wszystkim tym, którzy przyczynili się do sukcesu marszu, a których nie sposób wszystkich tutaj wymienić, przede wszystkim całej tej tysięcznej grupie osób, która pojawiła się na marszu, a później na pikniku, by razem manifestować przywiązanie do tradycyjnych wartości.

Pomimo wielu trudności podczas organizacji całego wydarzenia teraz wiemy, że było warto :)

Zapraszamy serdecznie za rok!