niedziela, 9 marca 2014

Potop Szwedzki i szaniec Mikuszowicki

Ponad 350 lat temu w Mikuszowicach rozegrała się bitwa ze Szwedami. W czasie wojny trzydziestoletniej (1618-1648) Szwedzi kilkakrotnie najeżdżali miasto: w 1642 i 1646. W 1646 roku na wzgórzu Trzy Lipki, na polskich fortyfikacjach doszło do potyczki, w wyniku której Szwedzi ponieśli dotkliwe straty. W odwecie wojska szwedzkie splądrowały miasto oraz zamek. W 1656, w czasie potopu szwedzkiego w pobliskich Mikuszowicach doszło do kolejnej bitwy polsko-szwedzkiej.

25 września król opuścił Kraków. Król Jan Kazimierz ucieka przed szwedzką nawałnicą najpierw do Żywca, a potem przez góry beskidzkie wycofuje się z kraju. W tym czasie do Żywca prowadzą dwie drogi: przez Międzybrodzie i przez Wilkowice. Król prosi co „znamienitych” mieszczan żywieckich o zatrzymanie wojsk szwedzkich. Po opanowaniu Krakowa król szwedzki Karol Gustaw wysłał do Żywca posła Arvida Wittemberga z listem (w czterech rogach nadpalonym), żądając hołdu i wysokich kontrybucji pod groźbą spalenia miasta. Mieszczanie żywieccy wspierani przez szlachtę i górali postanowili nie wpuszczać wojsk szwedzkich do Kotliny Żywieckiej, ufortyfikowali się w dolinie Soły w Międzybrodziu oraz w Bramie Wilkowickiej w Mikuszowicach, gdzie wzniesiono szańce obronne z jedną armatą sprowadzoną z zamku żywieckiego. 8 marca 1656 r siły Polskie (około 2000 mieszkańców Żywca, Wilkowic i Mikuszowic,  wspomaganych przez szlachtę i różne oddziały wojsk polskich.) stanęły na drodze wojsk szwedzkich ścigających Króla Polski Jana Kazimierza, który parę dni wcześniej zatrzymał się w Żywcu. Armia szwedzka w liczbie około 1100 ludzi, prowadzona przez grafa Jana Weyharda Wrzeszczewicza (oficer najemny czeskiego pochodzenia w służbie szwedzkiej) stoczyła już kilka drobnych potyczek z niewielkimi oddziałami w okolicach Czechowic i Bielska. Na przedmieściach Bielska główne siły szwedzkie bez trudu rozniosły w proch regularną chorągiew kozacką, dowodzoną przez Jerzego Ossolińskiego, starostę piotrkowskiego. Tylko 40 kozakom udało się ujść z życiem i pognać w kierunku mikuszowskich szańców. Na szańcach, specjalnie na tę okoliczność usypanych, czekali już polscy dowódcy z Janem Karwackim, ks. Stanisławem Kaszkowicem i Janem Torysińskim na czele.  Szwedzi kilka godzin bezskutecznie atakowali szańce zaciekle bronione przez beskidzkich obrońców, dopiero kiedy na pole bitwy przybyły posiłki, szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Szwedów.  Idące od strony księstwa oświęcimskiego wojska szwedzkie uderzyły na wał mikuszowicki od strony Lipnika i Straconki, w miejscu którego nie spodziewali się obrońcy. Bitwę mikuszowicką opisuje Andrzej Komaniecki w "Dziejopisie żywieckim": 

„Roku tegoż 1656 we środę w tydzień postu czterdziestowego, dnia 8 miesiąca marca Szwedzi (...) w jedynastu set żołnierza kommunnego napadł na szańce od Bielska mikuszowskie. Gdzie szlachty polskiej kilkadziesiąt wprzód przyskoczyło do szańców, konnych, chcąc na obronę szańców do naszych przystać; ale nasi im nie uwierzyli, bojąc się jakiej zdrady od Szwedów. Którzy powracając, na tych Szwedów napadli i trzynastu nad folwarkiem mikuszowickim Szwedzi zabili, i tam pod Bożą Męką na brzegu rzeki u szańców samych pochowani. (...) Co się stało po zachodzie słońca, skąd zapalenie ogniów wielkich do Żywca widziano i ludzi ustraszyło”


Bitwa skończyła się rzezią mieszkańców. Źródła nie podają niestety ilości strat w zabitych i rannych, poniesionych przez obie strony. Około setki powstańców utonęło podobno w wezbranych nurtach rzeki Białej, usiłując przedostać się na śląską stronę. Niezadowolony z takiego obrotu spraw generał postanowił kontynuować swój marsz, po drodze nakazując spalenie Mikuszowic i Wilkowic, a także złupili Żywiec. Nie zdołali jednak już dogonić wycofującego się króla Jana Kazimierza. Straty, jakie spowodowali swymi rabunkami, wyliczone zostały przez Jana Torysińskiego. W spisie, obejmującym nazwiska poszkodowanych i wielkość szkód podaje kwotę  135 567 złotych. Poszkodowanych zostało: 60 kmieci, 56 zarębników, 70 zagrodników, 63 chałupników, 60 wybrańców, 36 harników.


Kiedy Szwedzi po zwycięstwie w Mikuszowicach zajęli Żywiec i tam po trudach rabunku i walki posnęli, gromada złożona z blisko setki mieszkańców wsi z państwa łodygowickiego i żywieckiego wdarła się do miasta i wypędziła z niego najeźdźców. Okopy z czasów potopu szwedzkiego zachowały się do lat trzydziestych XX wieku, kiedy to zostały zniwelowane. 



Źródła na podstawie książki "Chłopi obrońcami niepodległości Polski w okresie Potopu" Kraków 1946

2 komentarze:

  1. Czy ktoś wie w którym miejscu był ten szaniec? W zasadzie technicznie mógłby istnieć w dwóch miejscach. Przed lub za koścołem w Mikuszowicach. Zastanawiam się jak możliwe było zaskoczenie obrońców. Szwedzi przeszli przez "Żółte Siodło" i zeszli w dół od strony Stalownika?
    Kim byli opisani jako szlachta polska, którzy chcieli przyłączyć się do obrony szańca? Obrońcami Białej?Bielska?

    OdpowiedzUsuń
  2. witam , jestem z okolic ,szaniec był sporo za kościołem , w dól od stalownika płynie potok skleniec , tam gdzie wpada do białki był szaniec ,rzeka teraz płynie inaczej ,w miejscu szańca przebiegają obecnie tory kolejowe,szlachta , a konkretnie Torysiński był bezpośrednio przez Jana Kazimierza mianowanym dowódcą pospolitego ruszenia , kupy chłopskie wraz z okolicznymi zbójnikami stanowili trzon formacji obronnej.Póżniej zresztą to oni dopadli Weyhara , dowódcę szwedów , w lasach podczas ucieczki zatłukli go kijami :)

    OdpowiedzUsuń