środa, 9 października 2013

Florian Maruszeczko jeden z najbardziej niebezpiecznych bandytów w latach 30-tych.

Jeszcze po wojnie w Bielsku i na Śląsku matki straszyły niegrzeczne dzieci krwawym mordercą. Nikifor Florian Maruszeczko, jeden z najbardziej niebezpiecznych bandytów w okresie międzywojnia grasował głównie na Śląsku, ale pochodził z pod Jarosławia, gdzie wychowywała go „ulica”. Schwytany w 1938 roku został dwukrotnie skazany na śmierć i powieszony.
 Dzieciństwo Floriana Nikifora Maruszeczki było ponure. Urodził się 15 marca 1913 roku w Korzenicy, wsi w powiecie jarosławskim. Był synem Katarzyny Maruszeczko, alkoholiczki i prostytutki. Początkowo był drobnym złodziejaszkiem, za kradzież portfela w wieku 14 lat trafił do poprawczaka. Po ukończeniu 18 lat aż do 1935 roku, był karany ośmiokrotnie i odsiedział najmniej tydzień - za nie zapłacenie rachunku w restauracji, najwięcej sześć miesięcy - za kradzież.  Nie mógł nigdzie zagrzać miejsca, stale przenosił się z jednej miejscowości do drugiej, dzieląc swe podróże z pobytami w zakładach karnych. Trafiał tam kilkakrotnie, odsiadując wyroki od tygodnia do pół roku pozbawienia wolności. Lecz wciąż był tylko zwykłym złodziejem, jakich wielu. Wszystko miało ulec zmianie w roku 1937, gdy przeniósł się na Śląsk. W ciągu kilku miesięcy stał się najbardziej znanym i okrutnym mordercą w ówczesnej Polsce. W tym czasie miał już pistolet marki Sauer und Sohn kaliber 7,65 milimetra, który skradł podczas włamania do mieszkania oficera straży granicznej w Żywcu. Z tym pistoletem nigdy się nie rozstawał. Kradł i napadał w wielu miastach: Katowicach, Sosnowcu, Radomiu, Warszawie, Wadowicach, Bielsku. Poszukiwano go nawet za przestępstwa w Niemczech, Austrii i Czechach. Swą pierwszą ofiarę zastrzelił 26 października 1937 roku w parku Kościuszki w Katowicach. Zabitym był alfons (oficjalnie bezrobotny) Jerzy Rother. Zaczęło się od kłótni Maruszeczki z jedną z prostytutek, po chwili bandyta zaczął ją bić, a ona, przerażona, zawołała na pomoc Rothera. Gdy alfons przybiegł, Maruszeczko wpakował mu dwie kule, zabijając na miejscu. Podczas ucieczki ranił ciężko przechodzącego woźnego Sądu Apelacyjnego w Katowicach Antoniego Fornalczyka, który przez kilka dni walczył o życie w szpitalu. Fornalczyk miał pecha – szedł przez park, wracając z pracy. Ubrany był w służbowy strój, który przypominał policyjny mundur. To dlatego Nikifor do niego strzelił, przekonany, że strzela do funkcjonariusza policji. Wkrótce dokonał tam groźnych napadów w kilku restauracjach, skradł z nich pieniądze. W nocy z 5 na 6 grudnia dokonali napadu na restaurację w Załężu pod Katowicami. Należała ona do małżeństwa Jana i Wiktorii Gałuszków. Podczas napadu Maruszeczko zaczął strzelać w lokalu, ciężko ranił panią Gałuszkową, która później zmarła. Strzelał także do gości restauracji, dwóch z nich ranił. Przez pewien czas miał dużo szczęścia, wyrywając się policyjnym obławom. Policja oferuje nagrodę 1000 złotych  za pomoc w schwytaniu opryszków.
 tekst z czasopisma "Światowid" o skazaniu bandyty na śmierć
 W Bielsku pojawił się na początku stycznia 1938 roku. I szybko, w nowym miejscu, dał się zauważyć. 7 stycznia 1938 roku napadł na sklep tytoniowy przy ulicy 3 Maja w Białej. - Florek potrzebuje pieniędzy i papierosów – krzyknął do przerażonego sprzedawcy. Ze sklepu zabrał 200 złotych i spokojnie odszedł, zostawiając ekspedientowi… zegarek - pamiątkę rodzinną. Przez najbliższy tydzień policja bezskutecznie go szukała.  Fatalny dla Nikifora Maruszeczki dzień nastąpił w sobotę 15 stycznia 1938 roku. Zwabiony muzyką i gwarem zabawy karnawałowej Cechu Krawieckiego pojawił się około godziny dwudziestej trzeciej w hallu hotelu „Pod Orłem” w Białej. Był już mocno nietrzeźwy i zaczął zaczepiać gości, szczególnie panie. Porządek w hotelu miał przywrócić posterunkowy Mieciński z komisariatu policji w Białej. Próba wylegitymowania bandyty zakończyła się strzelaniną. Florek był jednak tak pijany, że nie trafił mimo niewielkiej odległości a policjanta tylko zranił w policzek. Strzelanina przeniosła się na ulicę. Do akcji włączyli się taksówkarze z pobliskiego postoju. Do bandyty podbiegł szofer Robert Międzybrodzki z Białej podstawił mu nogę i powalił na ziemię, w sukurs przyszli mu koledzy kierowcy Jańcza i Adamczyk. Restaurator Franciszek Rączka wspomagany przez portiera Schindlera wyrwał mu broń z ręki. Florka pobito do krwi, krzyczano, że mógł zabić człowieka. Jeszcze nikt nie wiedział kogo zatrzymano. Dopiero doprowadzony na komisariat przestępca zaczął krzyczeć, że nie wiedzą z kim mają do czynienia - Ja jestem Florian Nikifor Maruszeczko! W Bielsku przesłuchiwał go jeszcze tego samego dnia sam szef śląskiej służby kryminalnej nadkomisarz Stanisław Brodniewicz, który zabrał go do Katowic w asyście śledczych Czyloka i Wiśniowskiego Maruszeczkę sądzono w dwóch sprawach niemal jednocześnie. Jedna dotyczyła zabójstywa policjanta Bąka, druga napadu na restaurację i postrzelenia woźnego sądowego. W obydwu zapadły wyroki śmierci. W trakcie procesu Florek mówił – Zaznaczam, że żal mi jest osób cywilnych, lecz policjantów wcale mi nie żal, gdyż stale mnie prześladowali. Uniewinniono za to innego kompana Maruszeczki Władysława Skarżyńskiego, któremu nie udowodniono winy. Wyroki zostały podtrzymane przez wszystkie instancje łącznie z Sądem Najwyższym. Nie uwierzono w symulowaną niepoczytalność, prezydent odmówił łaski. Wyrok przez powieszenie wykonano 8 sierpnia 1938 roku. 

źródła na podstawie  książki Tadeusza Dyniewskiego „Zbrodnia Zdrada Kara - Pitaval Śląski”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz