czwartek, 20 czerwca 2013

Kontrowersyjny film w polskiej telewizji

Mowa oczywiście o filmie pt. „Nasze matki, nasi ojcowie” niemieckiej produkcji. Co tak oburzyło polską opinię publiczną? Zanim wyjaśnię swój punkt widzenia, przyjrzyjmy się fabule serialu.

No właśnie serialu, nie filmu, ponieważ został on wyświetlony w 3 częściach. Główny bohater to Wilhelm Winter, który wyrusza na front wschodni razem ze swoim bratem Friedhelmem w 1941 roku. Ojciec obu braci wydaje się być Niemcem z "krwi i kości" i nie zamierza zawieść furerha, dlatego też posyła swoich synów na front. Trzeba dodać, że Wilhelm jest oficerem Wermahtu, wcześniej zasłużył się w walce, natomiast Friedhelm to świeżak w tej dziedzinie i nie bardzo pasuje mu walka na froncie, lecz poddaje się woli ojca. Charlotte podkochuje się w Wilhelmie dlatego zaciąga się do służby medycznej jako sanitariuszka, lecz nie wyróżnia się umiejętnościami i szybko zostaje skarcona przez tamtejszego lekarza. Greta i Victor tworzą parę. Victor jest Żydem, dlatego też dopiero (sic!) od 1941 obawia się o swoje życie. Oczywiście miłość nie zna granic więc Greta nawet za cenę przespania się z nazistowskim majorem chce załatwić Victorowi przepustkę do USA. Lecz naziści są nieprzejednani i wkrótce Viktor jedzie pociągiem do obozu koncentracyjnego, a zbieg okoliczności powoduje, że trafia do polskiej partyzantki AK.

Nie będę opisywać całej fabuły. Jeśli Państwo chcecie po prostu obejrzyjcie ten film. Ja, natomiast chciałam się skupić na ogólnym wrażeniu (podkreślam – subiektywnym) jakie na mnie wywarł. I oczywiście nie omieszkam przy tym porównać swoich wrażeń do tych wszelkich recenzji na portalach internetowych z cyklu „Nie widziałem, ale krytykuję”.

Chodź każda część serialu była jak dla mnie nieco za długa, to jednak jakoś dotrwałam i wreszcie mogę ocenić całość. Mimo informacji, które już przed emisją uderzyły do mnie z mediów na temat filmu, postanowiłam jednak oglądnąć i sama zobaczyć jak się sprawy mają i czy faktycznie film jest aż tak antypolski jak to owe recenzje medialne opisywały.

Motyw z AK pojawia się pod koniec 2 i w pierwszej połowie 3 części. Na początek uderzył mnie polski język w ustach niemieckich aktorów, straszne kaleczenie. Co do wątków historycznych – są dwa momenty według mnie, które mogą wskazywać na antypolski wydźwięk filmu. Moment gdy AK-owiec odmawia wypuszczenia Żydów z pociągu jadącego do obozu oraz wymuszenie ucieczki na Victorze gdy partyzantka AK dowiaduje się, że mężczyzna jest Żydem. Lecz nie jest to w moim mniemaniu coś co od razu można nazwać antysemityzmem!

Jest w całym filmie kilka nieścisłości historycznych i myślę, że nie celowo przekształconych, ale wynikających z „podkoloryzowania” fabuły. Tylko pytanie czy historię wolno koloryzować? Niemcy zrobili sobie w tym filmie swoich superbohaterów, litościwych i współczujących nazistów, mających dylematy moralne. Historia mówi co innego – ok., lecz czy gdyby nie postaci super heros to czy film ten miał by w ogóle rację bytu? W każdej produkcji pojawiają się postaci dobrych bohaterów, którzy z reguły przeżywają pięćdziesiąt tragicznych sytuacji by na koniec przytulić ukochaną. Gdyby od początku filmu wszyscy zginęli to ile mógłby on trwać?

Inną sprawą jest emisja niemieckiej produkcji w polskiej telewizji. Można wyobrazić sobie czy w przypadku odwrotnej sytuacji Niemcy wyświetliliby polski film historyczny. Raczej wątpliwe. Zamiast niemieckich filmów można znaleźć ciekawe polskie produkcje, choćby „Historia Roja” i po takiej projekcji warto by było zrobić debatę publiczną.

Arcydzieło to nie jest, lecz nie jest to też tak niesamowity paszkwil jakim jest opisywany w polskich mediach. Z drugiej strony jeśli nawet TVP nie zostawia na nim suchej nitki, to po co go emitować?

Prawica się oburza, mainstream też. A ja zachęcam do oglądnięcia filmu na spokojnie i wyrobienia sobie swojego zdania na ten temat.

Klaudia 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz