poniedziałek, 27 maja 2013

„BITWY NAD BIAŁKĄ”

Prezentujemy ciekawe źródło polskie (niemiecki opis dodamy za jakiś czas) dotyczące tzw. bitwy nad Białką, która miała miejsce w czerwcu 1914. Sokół bielski świętował 10-lecie istnienia, zaplanowano z tej okazji uroczystości, na które przyjechały liczne oddziały sokole z Galicji i ze Śląska. Miłej lektury.
RELACJA „DZIENNIKA CIESZYŃSKIEGO” Z TZW. „BITWY NAD BIAŁKĄ”


"Gdy wam kto z Niemców na Śląsku będzie zawracał głowę kulturą niemiecką, powiedzcie mu, że nie wart czyścić jej butów. Powołajcie się na (...) kradzież dusz polskich, na ucisk ekonomiczny, w końcu na niedzielny występ Niemców bielskich i bialskich, pełen brutalnej podłoty, gwałtów ulicznych i rabunków.Rzeź krwawą przygotowali już wcześniej. Oto w piątek (26 czerwca) odbyli oni bardzo liczne zgromadzenie, na którem uchwalili (...) odezwę, protestując przeciwko uroczystości sokolej w Bielsku. W sobotę odbyli drugie zgromadzenie (...) a tutaj otwarcie wypowiedzieli się za czynnym wystąpieniem przeciwko polskiej ludności. Na zebraniu tym przemawiali i wzywali do gwałtów poseł Josephy, fabrykant i dr Foerster adwokat. Nawoływali oni zebranych, by agitowali w okolicy do stawienia się najliczniejszego Niemców w Bielsku. W ten sposób przygotowano masowe wystąpienie
Niemców, którego krwawy epilog obmyślili inicjatorzy. Prócz tego magistrat bielski rozlepił w sobotę po południu obwieszczenie, w którym powołując się na artykuły 7 i 11 ustawy z 1854 roku zabraniał odbycia polskiej uroczystości. (...) Paragrafy te odnoszą się do stowarzyszeń politycznych, a nie humanitarnych, ani też gimnastycznych, jakiemi są „Sokół”, skauci, straże ogniowe itp.W niedzielę rano zaczęli przyjeżdżać sokoli (...) Wszyscy sokoli mieli zakupione bilety do Bielska i tutaj też wysiedli. Natychmiast po ich przybyciu (...) policja miejska zgromadzona bardzo licznie na stacji kolejowej nie chciała nikogo z przybyłych puścić na krok z dworca, usiłując z powrotem wsadzić ich do wagonów. Naczelnicy oddziałów sokolich oświadczyli, że dobrowolnie tego nie uczynią. Dopiero na wezwanie policji „w imieniu prawa” oświadczyli, że ustępują pod gwałtem i bezprawiem, nakazując druhom wejść z powrotem do pociągu. (po czym odjechali do Białej) (...) Zaznaczyć tu należy, że mimo krewkości Polaków, sokoli polscy zaczepiani wykazali takt i rozsądek całem swym zachowaniem na dworcu. (...)Pochód sokolów ruszył przez Białą do Bielska i doszedł do mostku tzw. „Kukuck”, gdzie zatrzymano się. Po przeciwnej stronie Białki to jest w Bielsku stały ogromne tłumy Niemców z policją miejscową i żandarmami. Naczelnicy pochodu udali się do naczelnika policji Bezdeka, który jest przedtem na stacji kolejowej przyrzekł, że po porozumieniu się ze starostą bielskim i bialskim pozwoli wejść całemu pochodowi do Domu Polskiego w Bielsku. Interpelowany jednak w owej chwili oświadczył, że przyrzeczenia żadnego nie dawał i na pochód nie pozwolił. (...)Mimo perswazji ze strony polskiej policja stanowczo nie chciała przepuścić sokołów i gości umundurowanych. Wówczas Polacy zażądali, by pozwolono przejść bodaj publiczności cywilnej. Z początku naczelnik policji zgodził się, obiecując przepuszczać Polaków grupami po kilka osób, w końcu jednak oświadczył, że nikomu nie pozwoli przejść, bo grozi to zaburzeniami.Na żądanie posła Zamorskiego pozwolono przejść do Domu Polskiemu w deputacji czterem delegatom. Dawszy im konwój policyjny, naczelnik zaręczył całość tych osób. Do deputacji tej należeli m.in. poseł Zamorski, prof Olech i red. Matłosz. (Czwartym był dziennikarz Budkiewicz).W chwili, gdy delegaci weszli w tłum Niemców, ci zaczęli wykrzykiwać, zajmując wrogą postawę do tego stopnia, że poseł Zamorski ledwie zdążył się cofnąć z powrotem do pochodu. Posypały się za nim wyzwiska, a nawet okrzyki „zamordować Zamorskiego”.(...) Komendant policji kazał otoczyć
delegatów kordonem policji z dobytymi szablami. Kiedy jednak delegaci weszli w tłum Niemców policja znikła, a Niemcy rzucili się na delegatów. (...) Profesor Olech wyciągnął rewolwer. Niemcy w pierwszej chwili odskoczyli, ale potem natarli laskami. Wszyscy trzej delegaci zostali dotkliwie pobici, a prof. Olech i red. Matłosz są ranni (...)Stojący za mostkiem Polacy chcieli iść z pomocą napadniętym, ale wtedy wystąpiła żandarmeria z najeżonymi bagnetami. Mimo to polscy robotnicy usiłowali w bród przejść rzeczkę i wtedy przyszło do pierwszych krwawych starć pomiędzy policją, która dobyła szabel i burszami, a Polakami. Żandarmi i komisarz cięli Polaków szablami. Mimo to zdołali chłopi polscy złapać Josephiego, postawić go do góry i w tej pozycji wygrzmocić skórę, jak nauczyciel żakowi szkoły ludowej. Bursze rzucali kamieniami, z których jeden zranił posła Dobiję dotkliwie w obojczyk. Starcia ponowiły się kilkakrotnie. Wreszcie dr. Malesz z Andrychowa, delegat krakowskiego okregu „Sokoła” kazał trąbić na odwrót. Ruszono do Białej. Ze strony polskiej było 15 Polaków ciężej, a około 40 lżej rannych. Tu (tzn. w Białej) usiłowano urządzić wiec, ale wkroczyła żandarmeria. Z domów niemieckich rzucano kamieniami. (...) Z domu Bergera oddano do Polaków dwa strzały z rewolweru, które jednak szczęśliwie nikogo nie zraniły. Tłum na strzały odpowiedział kamieniami, żandarmi przypuścili szarżę, tratując i bijąc (...).
                                                                   
                                                                           Źródło: „Dziennik Cieszyński” z 1 lipca 1914, nr 147.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz